Stick Figure Family at FreeFlashToys.com
Make your Stick Figure Family at FreeFlashToys.com

Nie pierwsza w ogóle , ale pierwsza tak przemyślana. Po kochanym maluchu niemały brzuch. Przy kochanym partnerze kuszący majonez w lodówce i biały chleb. Do tego garść własnych słabości i szczypta grzeszków.. Ale koniec z tym! Rzucam rękawicę nadprogramowym kilogramom. Wiem, że je podniosą, a ja zawalczę.. Kto wygra?
RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011
Dietetycznie...

Bo tak tutaj miało przecież być. Niby nie powinno się zaczynać od poniedziałku, ale ostatnio świetnie mi poszło więc co tam:)

Mój come back do racjonalnych postanowień zaczynam od dzisiaj. Jako że wiosna przyjdzie do mnie w tym roku wcześniej (wspomniany urlop!;) muszę zrzucić trochę zimowego balastu. Wczoraj stanęłam na wagę i lekko mnie zmroziło... Od ubiegłorocznego, kwietniowego sukcesu dzieli mnie już... 5,5 kg! Wstyd mi... ale stres, późne obiady, brak umarkowania w jedzeniu słodyczy no i mam za swoje....

Zaczynam delikatnie: szacunkowe liczenie kalorii, 5 posiłków, ostatni przed 19 (18 chyba będzie nierealna, ale zobaczymy w praniu...), do tego jak najwięcej spacerów i słodkości tylko w weekendy. O siłowni albo innym ruchu pomyślę po urlopie. Jeszcze z miesiąc i będzie można zacząć jeździć do pracy rowerem... Ehhh rozmarzyłam się. No to bierzemy się do roboty!:)

Dzisiaj była jajecznica, kromka i jogurt naturalny. Na razie dobrze:)

13:01, rybbenka1
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 lutego 2011
Urlop!

No.. jeszcze tylko 1,5 tygodnia i lecimy. Na Maderę. Bardzo mi teraz potrzeba trochę oddechu...

Byłam wczoraj u endokrynologa, który po raz kolejny stwierdził, że jestem przeciążona. Ostatnio starałam się mniej denerwować. Zetka też czuje się lepiej, nie przeziębia się już od czterech tygodni, czasm trochę kaszle w nocy, ale poza tym jest dobrze. No i ja mam teraz mniej powodów do stresów i faktycznie czuję się lepiej... Ostatnie dni w pracy też nie były jakoś tragicznie stresujące i zajmujące:)

Minęły uciążliwe uderzenia gorąca, jak ręką odjęło stresowe biegunki. Jedyne, co jest dziwne, to powiększony migdałek (zostało mu tak po anginie). Teraz przeszłam zapalenie zatok i lekarz kazał trochę odczekać. Jeśli migdał się nie zmniejszy czeka mnie jeszcze wizyta u laryngologa. Staram się nie nakręcać, podchodzić do tego racjonalnie. Ostatnio faktycznie przeżywałam wszystko ze zdwojoną siłą i wymyślałam sobie choroby. Ehhh ten stres...

Także niedługo odpoczniemy, zmienimy na te kilka dni środowisko. Dobrze nam to wszystkim zrobi:) Nie mogę się już doczekać:) Zwłaszcza pięciogodzinnego lotu z dwulatką;))))))))

 

15:52, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 stycznia 2011
Jakiś senny, smutny dzień...

Pracuje mi się jakoś tak strraaasznie powoli. Robię wszystko, co muszę, ale bez werwy... Nie da się oszukać niskiego ciśnienia i rozterek natury osobistej. To już nawet kłótnia nie była. Właściwie nie wiem co to było. Zabrakło mi słów. Jestem zdołowana, smutna, przybita.

Dlaczego tak trudno czasem dogadać się z kimś kogo się kocha? I dlaczego w takich chwilach ciąży myśl, że ten ktoś tego uczucia nie odwzajemnia? Nie znoszę słowa "docieranie", ale muszę przyznać, że jest chyba najwłaściwsze z tych niewłaściwych. Mamy ostatnio ciężkie chwile - ciągłe przeziębienia Zetki, moje złe wyniki, stresy w pracy, utarczki z dziadkami... Za dużo tego. Do tego rachunki, zobowiązania, zwyczajny lajf... Niby normalne, ale czasem przygniata barki.

12:46, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 stycznia 2011
Jestem jestem..

Wybaczcie, ale cierpiałam na brak czasu ostatnio. Teraz sze szaaa na feriach z rodziną więc w pracy nieco luźniej. Wróciliśmy z gór w jednym kawałku, ale po przejściach:

Es rozcharatał nogę w Sylwestra (pierwszy raz jeździł, szło mu świetnie i... na ostatnim zjeździe rozciął ją krawędzią narty, trzeba było zszywać, do najbliższego szpitala 30 km po serpentynach),

Wpadliśmy w poślizg, z którego wyprowadziły nas tylko świetne umiejętności Es (i zaspa po jednej stronie drogi, która nas wychamowała. Cudem nie wylądowaliśmy w rowie, a właściwie w przepasci

W dniu wyjazdu okazało się, że siadł nam akumulator. Do tego stopnia, że nie chciał ożyć z kabla. Ożywył się dopiero "na popych" i z bladym strachem jechaliśmy aż do Sanoka. Musieliśmy się zatrzymać, bo skończyło się paliwo. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło - akumulator już wystarczająco się podładował i pojechaliśmy dalej.

Z innych zmian - najistotniejsza jest rewizja naszego podejścia do leczenia Zetki. Załamka, nerwy i bezradność spowodowały, że zdecydowaliśmy się na homeopatię. Więcej o tym piszę na blogu: dlanaszejzetki.blox.pl

 

Jeszcze raz witajcie w Nowym Roku. Życzę Wam wszystkiego dobrego. Przede wszystkim zdrówka!!!!

09:35, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 grudnia 2010
Góry góry...

Wyjazd jutro. Dawno nie pałałam taką niechęcią i brakiem entuzjazmu... Co roku to było fajne wydarzenie, a teraz... Teraz najchętniej zaszyłabym się w domu. Najpierw poukładała sprawy i problemy, które ostatnio przygniatają nasze relacje z Es. Może podszas tego wyjadu dojdziemy do ładu? Chciałabym, bo w wielu sprawach się nie możemy dogadać. Zbyt wielu i to podstawowych. Marsjańskie i wenusowe patrzenie na emocje, uczucia. F.ck!

14:16, rybbenka1
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 grudnia 2010
Próba sił

Obniżyły się. Jedna wróciła nawet do normy. Drugiej jeszcze trochę brakuje. Najważniejsze, że szanowne próby wątrobowe postanowiły spaść, z czego bardzo się cieszę. I to nawet mimo antybiotyku więc tym bardziej ekstra.

Trzymam lekką dietę - nie jem nic smażonego, nie piję alkoholu, trzymam się z daleka od wieprzowiny i próbuję trzymać słodycze na dystans. Mam nadzieję, że to wystarczy i wyniki w styczniu będą już całkiem dobre. Gdyby jeszcze nie te Święta... Ehhh nie w smak mi to teraz. Prezenty popakowane, choinka ubrana, pierniki ozdobione. A jutro teściowie. Dobrze, że krótko:)

00:00, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 grudnia 2010
No i L4

Poszło! Zwykle pracowałam podczas przeziębienia - albo w domu albo tradycyjnie w firmie. Tym razem postanowiłam olać temat. Zaczęło się od anginy sze.....szaaaaaaa. Później była moja. Ledwo wygrzebałam się z jednego przeziebienia i już następne k..wa m.ć. Do tego zdrowiejąca córa. Postanowiłam ostro wziąć się za swoje zdrowie, nie latać podczas przeziębienia i podreperować odporność. W końcu ze stali nie jestem - w pracy zimno, w domu co rusz nowe żłobkowe wirusy...

Laryngolog stwierdził, że to angina wirusowa więc wygrzewam się w domu od piątku. Na początku jeszcze trochę pracowałam - pisałam, dzwoniłam, ale później jak sze....szaaaaa zaczął wchodzić mi na głowę telefonami zaraz po ósmej rano olałam temat. Przestałam odbierać. No i zaczęłam dostawać smsy z pytaniami o zdrowie:)))

Już mi lepiej. Jeszcze trochę kaszlę, ale chyba idzie ku lepszemu. Najbardziej denerwuje mnie to, że nie uczestniczę w przygotowaniach, nie biegam po sklepach za prezentami (zamówiłam przez internet i teraz tylko zastanawiam się czy wszystkie dotrą do Świąt) i nie wybieram choinki... Może jutro skoczymy z Es wspólnie? Zobaczymy jak będzie z tym kaszlem. W tym roku kolacja u teściów. Już się cieszę.... Teraz siedzę u swoich rodzicieli. Pomagają mi przy córze i momentami znów czuję się jak strofowana nastolatka. Jak dobrze, że te czasy już za mną;)

14:53, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 grudnia 2010
Szef szzzzzzzzzzzzzzzzzaaaaaa

Poziom mojego niezadowolenia, a nawet frustracji rośnie w sposób zatrważający. Szef wydzwania do mnie wieczorami po pracy, ostatnio nawet w sobotę. Zetka po raz kolejny zachorowała. Brała przez tydzień antybiotyk, ale było tylko gorzej. Wczoraj dostała zastrzyki. Zostałam z tym praktycznie sama, bo Es miał dyżur. Zwykle jednak to Es zostaje z tym sam, bo ja - bojąc się insynuacji - staram się nie zawalać z tego powodu niedawno zdobytej pracy. Rano powiadomiłam szefa, że będę później w pracy, bo muszę załatwić lekarza i opiekę dla małej. Wszystko niby okiej. Świetnie, że dałam znać i że w ogóle przyszłam do pracy, nie wziełam zwolnienia, ale...

Jego zdaniam powinnam: podczas oczekiwania na lekarza w przychodni zebrać się i wyskoczyć na chwilę do kiosku po gazetę gdzie był tekst o naszym kliencie i jeszcze zadzwonić do szefa i przeczytac mu ten tekst i go z nim omówić. Czyli... równolegle powinnam pewnie jeszcze powiedzieć choremu, półtorarocznemu dziecku, żeby w ogóle nie ruszało się z krzesła i czekało grzecznie na mamę, nie dało nikomu wkręcić się w kolejkę, a w razie nagłej dynamizacji przyjęć wytłumaczyło lekarzowi co mu jest i, że potrzebuje zastrzyków, bo ciągle wymiotuje". Oczywiście szef jest bardzo wyrozumiały wszakże "też ma dzieci". No ale mogłam... No mogłam przecież.... O ja świnia...

W ciągu pół roku wzięłam jeden dzień wolnego na dziecko. Przez to, że w pracy oszczędza się na grzaniu, na początku sezonu było potwornie zimno i siedziałam na przeciągu byłam przeziębiona 2 razy. Z tego tytułu raz zaraziłam zdrowiejące dziecko. Z racji infekcji nie byłam w pracy 6 dni (pracowałam on-line).

10:42, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 grudnia 2010
Dzisiaj wyjątkowo: ryż

z jabłkami i jogurtem naturalnym:)))) Nawet zrobiłam pulpety cielęce, żeby nie było, ale jakoś ten ryż tak do mnie przylgnął, że sam wskoczył dziś do torby, a jabłka i jogurt za nim:)

We wtorek mój Kochany Mąż przygotował pieczoną wołowinę. Była miękka i pyszna, nawet bez rozbijania. Nie wiem, jak to zrobił, ale chyba poproszę, żeby powtórzył ten wyczyn przy mnie. Dobrze, że jutro sobota:)

12:05, rybbenka1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 grudnia 2010
I znowu dieta...

Tym razem powody różnią się nieco od poprzednich. Zrobiłam kolejne badania i okazało się, że mam podwyższone próby wątrobowe. To jeszcze dwucyfrowe wartości (89 i 54) więc na jakieś ostre choróbsko to nie wygląda, ale i tak trzeba przecież Koleżance Wątrobie pomóc. Najprościej - dietą wątrobową. I tak oto właśnie pochłonęłam kolejny ryż z jogurtem, a na śniadanie bułkę z masłem. W międzyczasie łyknęłam kilka tabletek wspomagających Koleżankę W.

Tak na marginesie - to wyszukane menu smakuje mi jeszcze całkiem nieźle. Jednak nie polecam ryżu z jogurtem jabłkowym - nie ma to jak truskawka:D

Ciekawe czy powodem tych dolegliwości jest branie tabletek anty... Lekarz mówi, że to całkiem możliwe, ale czy tak było w rzeczywistości? Sprawdzimy przy następnych kontrolnych badaniach (jakoś na początku stycznia, ale nie wiem czy mi sierpliwości wystarczy). A tabletki...ehhh - dały mi strasznie w kość - nie dość, że mam te problemy to jeszcze strasznie spuchłam po ich odstawieniu. Potworna woda, ghh. Dzisiaj idę z tym fantem do gina.

I tak - całkiem niespodziewanie - blog nico zmienił ostatnio swój charakter. Ale - jak widać - historia lubi zataczać koło... Pani Dieta do mnie wróciła:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12